Grindhouse: Death Prof.

Quentin Tarantino - i wszystko jasne. Jeżeli ktoś poważnie nazywa się filmowym koneserem to nazwisko musi mu od razu przywoływać do głowy "Pulp Fiction", "Jackie Brown" czy "Kill Bill". A od niedawna i "Death Proof", jego kolejny filmowy ukłon w stronę emerytowanych gatunków filmowych. Tym razem Tarantino oddaje hołd tak zwanym slasherom i filmom o zabójczych samochodach. Kaskader Mike lubi ostrą jazdą - co jakiś czas poluje na bezbronne dziewczyny, które jeżdżą od baru do baru na prowincjach, zagaduje je, nawiązuje kontakt, a potem urządza prawdziwą jazdę swoim kaskaderskim samochodem. Ale oto pewnego dnia spod kół uciekają mu niegrzeczne dziewczynki i wtedy role się odwracają. Tarantino nie musi się reklamować - ten, który interesuje się kinem, sam natrafi na jego produkcje. Każda z nich to kwintesencja gatunku filmowego, który postanowił wziąć na warsztat - masa analogicznych cytatów, sytuacji, muzycznych wstawek etc. "Kill Bill" wyglądał jak kompilacja najznakomitszych scen ze starych japońskich produkcji, tutaj mamy jednak nieco inny zabieg, z bardziej autonomiczną fabułą, mniejszą ilością chwytliwych cytatów, mimo większej gadaniny, i mniej efekciarstwa. Ale mniejsza z tym - to i tak ten sam, wystrzałowy, niepoprawny, bad motherf

Meble - sklep suplementy - prace magisterskie - projekty domów kraków - Projekty domów - http://www.biznes-firma.pl - yerba mate - zioła - cb radio - wydruki wielkoformatowe - animacje dla dzieci - Deichmann - Star wars - Pozycjonowanie Łódź - sql