Hackers
Jak wyrwać jedną z najgorętszych lasek? Jak zyskać poparcie wśród znajomych komputerowców? Jak stać się ściganym numer jeden FBI? Zostań hakerem, włam się tam, gdzie nie wolno, pochwal się tym - wszystko w jeden dzień - a potem już hulaj dusza! Na tym opierają się "Hakerzy", jeden z pierwszych filmów wykorzystujących (jakże błędnie!) wizerunek cyberpunków. Nic tu nie idzie jak w prawdziwym świecie - włamywanie się do komputerów przypomina rozgrywki w nowoczesnego tetrisa, sami hakerzy przypominają gwiazdy rocka (zwłaszcza ci klownowaci), organy ścigania elektronicznych przestępców dają się dzieciom wodzić za nos jak dzieci, i tak dalej. Pełno tego. Mimo wszystko to kiczowate rozegranie dobrego pomysłu ma w sobie coś. Konkretnie - muzykę. Miło w filmie usłyszeć na rozgrzewkę Orbital, a w finałowej scenie Prodigy. Fabuła też wygląda całkiem nieźle, jeśli przymknąć oko na powyższe zarzuty, bo rozgrywa się szybko i całkiem interesująco. Film został obśmiany przez komputerowe środowisko ze wszystkich stron. Ale pobudził też wielu zaślepionych w grach nastolatków do chociażby powierzchownego poznania maszyny, na której grają. No i jest to film, w którym można obejrzeć Angelinę Jolie w najlepszym rozkwicie.