Ja wam pokażę!
No to nam pokazali! Adam, narzeczony Judyty, opuszcza ją, by w Ameryce ubić biznes. Ich miłość wystawiona została na ciężką próbę, której z każdym dniem w odosobnieniu wydają się nie przetrzymywać. To drugi film o trzydziestoletniej matce z duszą szesnastolatki, pierwotnie w formie książki Katarzyny Grocholi, to przeokropny, straszliwy, totalnie nieudany gniot. Gdzie aktorzy z pierwszej części? Zamiast ich mamy pakiet nudnych osobistości z okładek "Glamour", którzy żyją ze statusu gwiazdy, bo o aktorstwie nie ma tu mowy. Książkę czytało się świetnie, posiadała ona dowcip i była lekkostrawną romantyczną komedią dla ludzi z olejem w głowie. Film, nie ubliżając nikomu, to kinematograficzna papka dla kompletnego bezguścia. "Ja wam pokażę!" został nakręcony u zarania trendu na tzw. komedie romantyczne, w których życie płynie beztrosko, zmartwienia rachunkami nie istnieją, zawsze panuje porządek w domu, pupile domowe nie zostawiają kłaków na fotelu, w kuchni zawsze panuje porządek, a jedynym i priorytetowym problemem jest miłosne niespełnienie objawione na różne sposoby. Pod ten trend Denis Delić zmajstrował "Ja wam...", a Wolszczakowa i Deląg (vide "Glamour", blee!), bardzo się postarali, by wyjść naprzeciw każdemu, kto nie chciał zobaczyć niczego ambitnego w aktorskim rzemiośle. No i Pazura! Czy to możliwe, żeby z Killera zostało już tylko to, co widać w tym filmie? Nie - jest jeszcze "Strzał w 10" - ale to już inna historia.