Project Monster: Cloverfield

W najprostrzych słowach - film jest skrzyżowaniem "Blair Witch Project" z "Godzillą". Czyli grupa nowojorczyków ucieka z kamerą przed gigantycznym monstrum, które skutecznie zrównuje stolicę Ameryki z ziemią. Pomysł dobry, jak wykonanie? Nienajgorsze. Budżet filmu był skromny, dlatego Matt Reeves inżynier sukcesu m.in. "Zagubionych", musiał go dobrze wykorzystać. Udało mu się połączyć dwa dobrze znane filmy, co w efekcie dało całkiem realistyczny obraz z niezłymi zdjęciami. Nie na co dzień widujemy lądującą głowę Statui Wolności na ulicę i wchodzimy na most brooklyński w momencie jego zawalenia. To robi wrażenie - a takie akcje dzieją się podczas filmu. To wszystko. Jest efekciarsko, choć komputerowych efektów jak na lekarstwo, klimat jest odczuwalny, ryk potwora jeży włosy. Tylko aktorstwo trochę zawodzi i autentyczność zachowań. W przypadku "Blair..." dało się zaakceptować fakt, że wystraszona studentka chciała zgarnąć pulitzera i dlatego nie porzuciła kamery ze strachu, ale jeżeli goni cię monstrum wielkości stadionu w Monachium, a z drugiej strony wojsko naparza weń cały swój arsenał, to raczej nie nagrywasz tego, prawda? A oni nagrywali. Dlatego tylko efekciarsko, mało realistycznie - i nie mówię tu o potworze.

projekty domów - meble kraków, kuchnie - Gry dla dzieci - projekty domów - ajax - autoid - Zakłady - forum muzyczne - serwis komputerów elbląg - praca Mysłowice - materace - zdjęcia ślubne - feromony, afrodyzjaki