The Blair Witch Project
Nie dajcie się zwariować ostatniemu wysypowi amerykańskich horrorów z wysokim budżetem, krwawymi scenami, obowiązkowym seksem i skopiowanymi schematami z azjatyckiego kina. Weźcie kamerę i idźcie do lasu! Tak właśnie zrobiła trójka studentów - chcąc nakręcić dokument o legendzie małego miasteczka udała się na kilkudniowy biwak do lasu. Nigdy nie wrócili, ciał nigdy nie odnaleziono. Film jest po prostu materiałem, jaki udało im się nakręcić. Promocja "Blair Witch Project" miała miejsce głównie w internecie - i mówiła, że jest to materiał autentyczny, nie wyreżyserowany! To był pierwszy tego typu zabieg reklamowy i jak się okazało bardzo skuteczny. Ludzie dosłownie rzucili się na film. Tym sposobem zrealizowana za psie pieniądze produkcja zarobiła więcej niż niejeden kasowy hit z efektami rodem ze Star Wars. Tutaj nie widzimy ani razu, co właściwie zagraża życiu zastraszonych dzieciaków, ale czujemy razem z nimi, że to jest tuż-tuż za drzewem, czai się. Tu należą się także owacje na stojąco za aktorstwo, zwłaszcza rolę żeńską, co nie powinno dziwić - jedna ze scen została zaszufladkowana jako jedna z najstraszniejszych w historii kina. Nic dziwnego - znam kilka osób, które oglądały ją przez palce. Polecam!